
Zapraszamy na wernisaż „Wystawy Jubileuszowej” Edwarda Grzegorza Funke. Już 15 czerwca 2024 roku o godzinie 17:00, gdańska Galeria w Zaułku przy ul. Zaułek Św. Bartłomieja 1. Ekspozycja prac do 29 czerwca 2024.
Na wystawę składają się reporterskie zdjęcia z lat 60-tych XX w. – zobaczymy na nich takie postaci jak m.in. Czesław Niemen, Mira Kubasińska czy Marek Karewicz. Będzie też kilka ujęć gen. de Gaulle’a z jego wizyty w Gdańsku. Z czasów bardziej współczesnych pochodzi seria portretów Jana Kantego Pawluśkiewicza, zobaczymy także małą kolekcję barwnych prac wykonanych w ramach projektu „Portret Świata”.
EDWARD GRZEGORZ FUNKE urodził się 18.06.1944 roku w Swisłoczy .
Mieszkaniec Koszalina od 1951 roku. Absolwent Politechniki Gdańskiej, doktor nauk
technicznych, fotograf, dydaktyk, podróżnik.
Przygodę z fotografią rozpoczął w 1966 roku jako członek redakcji
Ilustrowanego Magazynu Studentów Politechniki Gdańskiej „Kronika Studencka”.
Członek rzeczywisty Związku Polskich Artystów Fotografików i Fotoklubu
Rzeczypospolitej Polskiej Stowarzyszenia Twórców. Wystawa jubileuszowa z okazji
80-lecia artysty stanowi 119 ekspozycję indywidualną jego prac.
Przez blisko 20 lat wspólnie z żoną Krystyną realizował autorski projekt
fotograficzny „Portret świata”. Odbyli kilkadziesiąt wypraw, odwiedzili sześć
kontynentów, z przywiezionych materiałów powstało 18 wystaw autorskich
prezentowanych blisko 80 razy w muzeach i galeriach na terenie Polski i za granicą.
Uczestnik wielu wystaw zbiorowych oraz pokazów plenerowych. Wielokrotnie
nagradzany w konkursach krajowych i zagranicznych. W 2014 roku wydał album pt .
„Moja podróż – przez sześć kontynentów do Swisłoczy”. Od lat współpracuje z
wydawnictwem Kamera i Agencją Zegart. Za swą działalność otrzymał m.in. nagrodę
„Pro Arte”, medal Zasłużony Kulturze „Gloria Artis” oraz złoty medal „Zasłużony dla
Fotografii Polskiej”.
Funke od lat udowadnia, jak znakomitym jest „snajperem”, a jego reporterskie, pełne
empatii, nasycone wrażliwością portrety są znakomitym przykładem artystycznego
dokumentu. Są też zdecydowanie czymś więcej: emanuje z nich niezwyczajny
strumień dobrej energii…
E.G.FUNKE: „Gdy miałem sześć tygodni musieliśmy uciekać ze Swisłoczy przed
Armią Czerwoną i od tego momentu rozpoczyna się moje podróżowanie. Była to
podróż z Polski do Polski .Wóz zaprzężony w konie, pieluchy suszone w czasie jazdy
i bardzo chora mama z niemowlęciem. Przystanki u przypadkowych dobrych ludzi ,
którzy przygarnęli nas na noc. Cała nasza rodzina straciła jednego dnia wszystko, co
stanowiło ich życie, nadzieje i pomyślność.
Po pewnym czasie dotarliśmy do Białkowa koło Płocka, gdzie dziadek Julian od
strony mamy dostał w ramach odszkodowań gospodarstwo rolne z zabudowaniami.
Z Białkowa wywędrowaliśmy do Kowar, gdzie mój ojciec pracował w kopalni .
Następnie rok 1951 i podróż do Koszalina na tak zwane Ziemie Odzyskane…”
JANUSZ FOGLER: „Czarno-białe zdjęcia z okresu młodości są spontanicznym
zapisem ważnych dla autora zdarzeń, do których udało mu się dotrzeć z aparatem.
Dzisiaj patrzymy na nie, jak na dokument z Polski epoki późnego Gomułki. Są wśród
nich perełki, które poprzez podobieństwo estetyczne nawiązują do fotografii
publikowanych w legendarnym tygodniku „Świat“.
DANA JURSZEWCZ: „zewsząd patrzyli na mnie ludzie z barwnych, dużych fotografii.
Ludzie różni – piękni i brzydcy, zadbani i zniszczeni trudami codziennego
bytowania, warunkami życia, chorobą. Ludzie mimo to, szczęśliwi. Chyba nie było
zdjęcia człowieka zmartwionego, płaczącego. Każdy miał najwyżej jakieś zamyślenie
w oczach, jakąś swoją prawdę o życiu, która pomagała mu pokonywać problemy. I
nieważne było, czy nosił turban, beret czy kapelusz…”
RYSZARD ULICKI: „W życiu Grzegorza są dziś dwie latarnie Swisłocz i Koszalin, a
między nimi wielki świat, utrwalany przez dojrzałego artystę, który wie, że pamięć o nas przetrwa nie tylko w murach i dobrach materialnych, ale także, a może przede
wszystkim w naszych dziełach, które utrwalą spotkane przez nas niezwykłości
świata. Te cuda, które uskrzydlają ludzkie życie.”
JACEK OJRZANOWSKI: „Używa ich nie tylko jako środków mających na celu
pobudzenie naszego irracjonalnego zmysłu estetycznego ale jako wskazówek
prowadzących odbiorcę tam, gdzie sobie tego życzy autor. W celu dotarcia do
głębszych pokładów tego, co o swoim życiu chce nam powiedzieć, swoje fotogramy
aranżuje w taki sposób aby dać odbiorcy możliwość przenikania przez „kamuflaż” ich
estetyki.
Nie wątpię, bo to się wyczuwa, że każde z umieszczonych w albumie zdjęć ma
swoją niezwykłą historię. Każde z nich zasługuje na osobną, wnikliwą analizę
formalną, która tylko potwierdzi, że obcujemy z obiektami o niepospolitej wymowie,
kryjącymi w sobie pierwiastek tajemnicy.
(Erazm W. Felcyn, Gdańsk, maj 2024)

