Kalendarz autorski Edwarda Grzegorza Funke na 2026 rok.
Wydawca: Fabryka Styropianu ARBET sp.j.
Nakład :1000 sztuk
Rozmiar: 39×58 cm
Auror zdjęć: Edward Grzegorz Funke
Wywiad :Agnieszka Wesołowska
DTP: Sławomir Bagiński

Czas zapisany obrazem-kalendarze autorskie Edwarda Grzegorza Funke
Kalendarze autorskie Edwarda Grzegorza Funke , wydawane przez ARBET z Kulturą, nie są zwykłymi wydawnictwami użytkowymi, lecz autonomicznymi projektami fotograficznymi o charakterze eseju wizualnego. Do tej pory powstało szesnaście edycji poświęconych między innymi : portretowi świata, Chinom i Tybetowi, Etiopii, czerni i bieli, kobietom, mężczyznom, dzieciom, kapeluszom ,zwierzętom ,wokół świata i czasu, dzieciństwu i macierzyństwu.
Ostatni na 2026 rok to „Czarno biały Świat”, wszystkie tematy są traktowane równorzędnie, jako element humanistycznej opowieści o świecie..
Każdy miesiąc stanowi odrębną, samodzielną fotografię, a całość układa się w przemyślaną sekwencję obrazów. Czas nie dominuje nad fotografią, lecz podporządkuje ją i nadaje rytm. Autor operuje skrótem, ciszą i światłem, pozostawiając widzowi przestrzeń do własnej interpretacji.
W efekcie kalendarze te stają się trwałym zapisem wrażliwości autora – cyklem, który nie traci znaczenia wraz z upływem roku, lecz funkcjonuje jako kolekcjonerska forma kontaktu z autorską fotografią.

Zanim zajmiemy się zdjęciami z kalendarza, proszę powiedzieć, jak się pan czuje z 35 latami historii ARBETu? Właśnie mamy urodziny Fabryki!

No tak, kolejne urodziny… A pomysł wziął się z tego, że zawsze był problem z izolacją i styropianem. Wtedy wydawało się to niemożliwe do zrealizowania. Do tej pory były trzy czy cztery państwowe wytwórnie styropianu, ale nikt nie myślał, by produkować w prywatnej firmie taki materiał. Nie mieliśmy ani wiedzy , ani doświadczenia. Wiedzieliśmy tylko, że styropian jest biały i potrzebny do izolacji. Nawet grubości stosowane w budownictwie były zupełnie inne – 5 cm to była taka „porządna” izolacja.

Pamięta Pan pierwsze styropiany, które zjeżdżały z taśmy?

Wszystko białe! Styropian oznaczał kolor biały! Nikt nie myślał, że styropian może mieć inny kolor. Styropian był łatwy w używaniu, wygodny – i biały… W 2010 roku wprowadziliśmy nowy kolor – prawie czarny, grafitowy!

I świat stał kolorowy?

(Śmiech) Stał się czarno-biały! A raczej: bardziej szary.

Czy szarości są interesujące?

Tak, przy szarościach są różne odcienie, szarość różnie odbija światło. Tak jak w fotografii – bo fotografia czarno-biała nie jest to czerń i biel, to wiele odcieni, kontrastów, faktury…

Pan też zaczynał od czerni i bieli, prawda?

Fotografia, tak… Pierwszy aparat dostałem od taty jak byłem w 7 klasie. To miałem 14 lat… No to było… bardzo dawno! (śmiech) Wywołałem wtedy pierwszy film i zrobiłem odbitki. Kolejna ważna dla mnie data to 1966 rok, gdy zostałem fotoreporterem ilustrowanego magazynu studentów Politechniki Gdańskiej. I właśnie w tym roku zrobiłem pierwsze ważne reportaże i miałem pierwszą wystawę. Reportaż z 1000-lecia państwa polskiego – defilada w Warszawie i festiwal muzyki nastolatków na stadionie Lechii w Gdańsku. Na stadionie Lechii było ok 30 tys. osób i sporo milicji i młodzież w manifestacji pewnej podjęła pewną walkę… Stadion został zdewastowany, a ja zrobiłem z tego reportaż, za który dostałem nagrodę ministra kultury i sztuki.

Czasy się zmieniały, czy pan był wierny fotografii czarno-białej?

Dostęp do materiałów kolorowych przez lata nie był łatwy. Ważne też było to, że magazyn, do którego robiłem zdjęcia był również czarno-biały. Ale dla mnie tam i tak było i do dziś jest wiele kolorów.

Patrząc na to co się dzieje stwierdziłem, że część tego mojego monochromatycznego materiału w tej chwili lepiej oddaje nastrój. Nie przemawiam rzeczywistymi barwami a odcieniami czerni, światłem, szarością, kontrastem, fakturą. Wracamy do rzeczy, które były na początku mojego fotografowania. W trakcie studiów pozwolono nam przerobić schron przeciwatomowy na klub studencki. Dziś znów trzeba budować schrony i zastanawiam się, co jeszcze może powrócić? Świat idzie do przodu, a idąc zatacza koło.

Co jest ważne w naszym życiu?

Emocje, emocje malują świat. Bieda – jak na moich zdjęciach afrykańskich – nie musi być smutna. Nie zawsze kolorowy strój pokazuje wnętrze człowieka. Czasami kolor skrywa czerń i biel i odwrotnie – jak na zdjęciach – czasami czerń i biel pokazuje prawdziwą paletę barw, trzeba je tylko zobaczyć.

Te zdjęcia skrywają wiele ciepła…

Czerń i biel może być ciepła, pełna emocji. Te czarno- białe zdjęcia to kolejna część portretu świata, tworzonego przez dekady z moją małżonką. To coś, czego już nie powtórzymy, nie dotrzemy tam, gdzie byliśmy. Proszę spojrzeć np. na zdjęcie z maja – hutongi w Chinach. Tego już nie ma, tam są wieżowce. W Etiopii (luty) te miejsca są już zupełnie inne. Teraz możemy tylko wspominać i to są moje ciepłe wspomnienia. Chciałem się nimi podzielić z przyjaciółmi ARBETu. Wróciłem do fotografii czarno-białej, bo ona jest prawdziwa.

Jak prawdziwy styropianem!
(Śmiech) Bo najważniejsze to co w środku!

Dziękuję za rozmowę

Z E.G. Funke rozmawiała Agnieszka Wesołowska

Edward Grzegorz Funke to doktor nauk technicznych, absolwent Politechniki Gdańskiej, mieszkaniec Koszalina od 1951 roku. Fotografią zajmuje się już ponad pół wieku. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików w Okręgu Pomorskiego i Fotoklubu RP. Uczestnik kilkudziesięciu wystaw i konkursów fotograficznych, krajowych i zagranicznych. Autor 16 kalendarzy autorskich oraz wydawnictw albumowych. Odznaczony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, natomiast Kapituła Fotoklubu RP przyznała mu „Złoty medal Zasłużony dla Fotografii Polskiej”. Jego prace znajdują się w zbiorach m.in. Biblioteki Głównej Politechniki Gdańskiej, Muzeum Zamku Książąt Pomorskich w Darłowie, Muzeum Historyczno-Przyrodniczego w Swisłoczy na Białorusi, Muzeum w Koszalinie oraz w zbiorach i kolekcjach prywatnych.